Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu usprawnienia korzystania z jego zasobów oraz w celach statystycznych. Jeśli nie zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek w pamięci komputera, zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.
isel.pl - Angielski na poważnie

Blog językowy

Data:

8 maja 2011 r.

Temat:

Recenzja książki Blondynka na językach


Kilka miesięcy temu obiecałem, że napiszę recenzję książki autorstwa Beaty Pawlikowskiej pt. Blondynka na językach. Angielski brytyjski. Odwlekałem ten temat, ponieważ mam mieszane uczucia co do tej publikacji.

Autorka proponuje czytelnikowi naukę całych zdań na pamięć. Mogę tylko przyklasnąć, bo jak wiecie w tym duchu jest stworzony nasz serwis. Do książki dołączono płytę z nagraniami native speakera (Autorka czyta wersje polską), ale to już chyba standard, więc aż tak bardzo nie ma za co chwalić. Materiał został podzielony na 5 poziomów (w sumie 149 sekcji do nauki): od podstawowych słów, wyrażeń i zdań po krótkie opowiadania. Mamy więc tu przykład dobrej gradacji materiału. Poziom 5 to forma sprawdzianu, polegającego na tym, że lektor zadaje 49 pytań, na które trzeba udzielić odpowiedzi.

Książka jest przejrzysta, choć dla wielu na pewno będzie wyglądać zbyt surowo, zwłaszcza że papier nie jest dobrej jakości. Układ materiału jest odpowiedni do nauki pamięciowej: lewa strona to zdania w języku polskim, strona prawa to tłumaczenia na język angielski (poziom drugi ma odwrotny układ). W doborze materiału widać tendencję podróżniczą Autorki, jak przystało na tak znamienitą globtroterkę. Jeśli ktoś uczy się języka głównie, a może wyłącznie po to, aby podróżować, zwłaszcza po egzotycznych krajach, to będzie to wielki atut tej książki (przykłady zdań tego typu: Tak, to jest mięso ze szczura. A wiesz, jak sie nazywa fioletowe warzywo używane do robienia musaki?). Osoby, które chcą opanować słownictwo ogólne, też znajdą tu wiele dla siebie, a to co uznają za niepotrzebne, po prostu pominą. Należy jednak podkreślić, że zdecydowana większość materiału to uniwersalne, przydatne wyrażenia. Brawa dla Autorki!

Na początku napisałem, że mam mieszane uczucia co do tej książki. Gdzie one są, skoro powyższe akapity są przecież pochwałą? Mój niesmak, i to niemały, wzbudził marketing tej publikacji. W jednym z programów telewizyjnych Autorka gorąco zachwalała swoją książkę, przekonując widzów, że to, co proponuje czytelnikom, to zupełnie nowa i najwspanialsza metoda nauki. Przeczytajmy tekst reklamowy (podobny jest na okładce książki).

To nie jest podręcznik do nauki języka obcego. Jest to kurs rozmawiania w języku obcym. Uczy mówienia i rozumienia. Zero gramatyki, zero wykuwania słówek, zero odmian czasowników, które trzeba na pamięć wbić sobie do głowy (1).

Blondynka na językach to kurs nauki języków obcych, oparty o zupełnie nową metodę uczenia (2). Powstała ona w oparciu o moje doświadczenia w nauce języków obcych. Bo pewnego dnia zorientowałam się, że języka obcego można się uczyć na zasadzie logicznej układanki.

Standardowe kursy języków obcych bazują na wyjaśnianiu zasad gramatyki, podając uczniowi przykłady ich zastosowania (3). W moim kursie najważniejszym założeniem jest to, że języka obcego można się nauczyć instynktownie najpierw zapamiętać dane wyrażenia i zdania poprzez systematyczne powtarzanie (4) ich na głos, a potem zgodnie z zasadą logiki (5) budować z nich własne przykłady.

Pogrubienia i numery w tekście są moje, abym łatwiej mógł skomentować fragmenty, które mnie zniesmaczyły.

W pierwszym akapicie Autorka zarzeka się, że nie będzie wkuwania słówek (1), sugerując czytelnikowi, że zapamiętanie materiału przyjdzie w jakiś cudowny, nie wymagający nauki pamięciowej sposób. Otwieramy więc książkę i co widzimy na pierwszych stronach? Oczywiście listy słówek! Owszem, są też wyrażenia i krótkie zdania. Problem jednak nie w tym, czy są pojedyncze słówka do nauki, ale w tym, że użytkownik jest mamiony wizją braku wkuwania, a przecież pojawia się informacja (4), że nauka instynktowna, propagowana przez Autorkę, polega na zapamiętywaniu wyrażeń i zdań przez systematyczne powtarzanie.

Co jest złego w wyjaśnianiu zasad gramatyki i podawaniu uczniom przykładów (3)? Jeśli uczeń nie zrozumie wyjaśnień gramatycznych, to może nauczyć się na pamięć podanych przykładowych zdań, czyli mieć to, co oferuje książka B. Pawlikowskiej. Można więc byłoby wysnuć wniosek, że "tradycyjne" książki są lepsze, ponieważ mają zarówno objaśnienia gramatyczne, jak i materiał do wkuwania; o przepraszam - materiał do instynktownej nauki. Jeśli jednak z jakiegoś powodu ktoś nie może patrzyć na gramatykę, to ma naprawdę szeroki wybór rozmówek, również udźwiękowionych. Warto także podkreślić, że zasady logiki (5) bardzo często zawodzą w języku angielskim. Ze zdania I've been reading... logicznie byłoby utworzyć zdanie I have been musting... Czasem jak widać logika przegrywa z gramatyką.

Na koniec zostawiłem sobie wisienkę na torcie (2). Konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi, na czym polega "zupełnie nowa metoda uczenia" w tej książce. Jedyna nowość, jaką tu dostrzegam, to chwyt słowny w postaci zastąpienia słowa wkuwać określeniem uczyć się instynktownie, a ów instynkt polega na tym, że zapamiętujemy wyrażenia i zdania, powtarzając je wielokrotnie. Czyżby nauka zdań i większych fragmentów tekstu była tą nową metodą? Przecież nauka pamięciowa (nie owijamy w bawełnę - wkuwanie) to podstawowa metoda stosowana od momentu, gdy tylko zaczęto przekazywać ustnie wiedzę. Przykładem z nowszej historii, nieco ponad stuletniej, może być podręcznik do nauki angielskiego z 1890 roku z metodą Toussaint-Langenscheidt, która prezentowała sposób, jak racjonalnie uczyć się na pamięć całych zdań i wyjątków z literatury.

Podsumowując, recenzowana książka jest godna polecenia osobom początkującym. Niech jednak nikt nie da sie zwieść, że nauczy się z niej angielskiego bez solidnej nauki pamięciowej.

Spis tematówPoprzedni tematNastępny temat

Komentarze do tego tekstu możesz znaleźć na forum.

© 2004-2017 Jacek Tomaszczyk & Piotr Szkutnik