Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu usprawnienia korzystania z jego zasobów oraz w celach statystycznych. Jeśli nie zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek w pamięci komputera, zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.
isel.pl - Angielski na poważnie

Blog językowy

Data:

7 września 2009 r.

Temat:

Po wakacjach


Mam nadzieję, że już wszyscy dobrze wypoczęli przez wakacje i zamierzają wrócić z entuzjazmem do nauki angielskiego. Nauka języka to ciężka praca... Ach, gdyby tak móc pobyć parę lat za granicą... albo cały czas mieć pod ręką native speakera... Być może miałeś kiedyś takie myśli lub słyszałeś takie westchnienia u innych osób uczących się angielskiego. Czy pobyt za granicą lub stały kontakt z native speakerem jest rzeczywiście gwarancją sukcesu?

Kilka tygodni temu spotkałem się ze znajomymi, wśród których była Polka z mężem Amerykaninem (mieszkają od kilku lat na stałe w Polsce) oraz koleżanka (także Polka), która przyjechała na tydzień do Polski z Londynu, w którym mieszka i pracuje od prawie 10 lat. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym obu pań nie zapytał o kwestie językowe. Chciałem przede wszystkim dowiedzieć się, jak oceniają swoją płynność posługiwania się angielskim oraz zakres przyswojonego słownictwa. Obie stwierdziły, że nie mają problemów z codziennym porozumiewaniem się, ale przyznały, że nie są zadowolone ze swojej znajomości języka. Dlaczego? Otóż mówią płynnie, lecz tylko w bardzo wąskim zakresie. Nie są w stanie podyskutować swobodnie na jakieś poważniejsze tematy i to je nieraz bardzo drażni. Wolą czasem w ogóle się nie odzywać niż powiedzieć coś w uproszczony sposób, bez precyzyjnego wyrażenia swoich myśli. Skąd się to bierze? Każda osoba przebywa w jakimś wycinku środowiska, w którym wykorzystuje się pewien podzbiór słownictwa. Wielkość tego podzbioru będzie się różnić w zależności od wielu czynników - miejsca zamieszkania, rodzaju pracy, kontaktów towarzyskich, zainteresowań, wykształcenia etc. Biorąc za przykład wspomniane panie, słownictwo żony Amerykanina skupia się przede wszystkim na życiu rodzinnym, opiece nad dziećmi, zakupach itd. Nie ma ona większego kontaktu np. z angielskim słownictwem związanym z życiem zawodowym, bo mimo że prowadzi własną firmę, angielski nie jest jej potrzebny, a z mężem na tematy zawodowe raczej nie rozmawia. Natomiast słownictwo pani z Londynu koncentruje się wokół spraw zawodowych i biznesowych, a braki pojawiają się np. w wyrażaniu opinii na temat obejrzanych filmów, przeczytanych książek itp. Po prostu nie ma z kim o tym na co dzień rozmawiać. Obie panie doszły do wniosku, że w ich sytuacji jedynym sposobem poszerzenia słownictwa byłaby samodzielna, świadoma, pamięciowa nauka z książek i filmów, bo to co już mogły przyswoić w sposób naturalny, bez wkuwania, to już przyswoiły. Jednak osiągnięty poziom nie jest dla nich satysfakcjonujący. Niestety, obowiązki zawodowe i rodzinne oraz brak realnej potrzeby nie pozwalają im na taką naukę.

Powyższe przykłady pokazują, że pobyt za granicą czy codzienny kontakt z native speakerem nie gwarantują pełnej satysfakcji z opanowania języka. Nie ma więc co narzekać, że nie możemy pojechać za granicę ani że nie mamy stałego kontaktu z obcokrajowcami. Możemy osiągnąć dużo, a może nawet jeszcze więcej ucząc się tradycyjnie w kochanej ojczyźnie, przewracając szeleszczące kartki książek, stukając w klawiaturę komputera lub przełączając pilotem TV/DVD na angielską wersję programów.

So, my dear Readers, let's get down to work! :)

Spis tematówPoprzedni tematNastępny temat

Komentarze do tego tekstu możesz znaleźć na forum.

© 2004-2017 Jacek Tomaszczyk & Piotr Szkutnik